BeSafe: Gdy studiuje nas sztuczna inteligencja

CZ | EN | DE | PL

Tak więc jesteśmy tu już po raz trzeci i bardzo się cieszę, że seria BeSafe tak bardzo was interesuje! Krótkie podsumowanie: w pierwszym odcinku wyjaśniliśmy, jak wrażliwe są nasze numery telefonów, adresy e-mail i hasła. Pokazaliśmy, że niektórzy ludzie traktują je jak dane konsumpcyjne i udostępniają je publicznie w wielu miejscach, co niesamowicie ułatwia pracę oszustom. W drugim odcinku przyjrzeliśmy się temu, jak wybieramy telefony komórkowe. Że często oszczędzamy w niewłaściwym miejscu i nie zdajemy sobie sprawy, że to właśnie telefon jest bramą do naszej prywatności i pieniędzy. (Nawiasem mówiąc, dziękuję za wasze odpowiedzi w ankiecie przy drugim odcinku, wkrótce przyjrzymy się wynikom!)

Dzisiaj jednak przejdziemy od techniki i sprzętu do czegoś, co zmienia reguły gry dla nas wszystkich. Porozmawiamy o AI - Sztucznej inteligencji. Być może zastanawiacie się: „Co AI ma wspólnego z bezpieczeństwem?”. Odpowiedź brzmi: Absolutnie wszystko. Ponieważ nawet jeśli macie najdroższy telefon i najlepsze hasło, najsłabszym ogniwem pozostaje nasza własna ludzka uwaga, którą dzisiaj AI atakuje z niespotykaną precyzją.

#besafe

Futurystyczna ilustracja głowy żeńskiego cyborga otoczonej logotypami AI, takimi jak ChatGPT, Meta AI, Grok i Google.

Jak to się wszystko zaczęło? (Droga od marzeń do kodów)

Możecie mieć wrażenie, że sztuczna inteligencja pojawiła się znikąd jesienią przed rokiem, kiedy w internecie zadebiutował ChatGPT. Prawda jest jednak taka, że ta historia zaczęła się pisać już ponad 70 lat temu. Wtedy, w roku 1950, brytyjski matematyk Alan Turing (ten pan, który podczas wojny złamał kod Enigmy) zadał fundamentalne pytanie: „Czy maszyny mogą myśleć?”. Wymyślił tzw. test Turinga: jeśli człowiek koresponduje z maszyną i nie rozpozna, że to nie człowiek, maszyna zdała. Ciekawe, ile razy dzisiaj trafiliście w sieci na teksty, co do których nie jesteście pewni? Turing byłby zdziwiony!

W roku 1956 na konferencji w Dartmouth oficjalnie narodził się termin „Artificial Intelligence” (AI). Ócześni naukowcy byli strasznymi optymistami, myśleli, że w jedne wakacje nauczą komputery rozwiązywać problemy jak ludzie. Ale zderzyli się z rzeczywistością. Wydajność ówczesnych maszyn w porównaniu z dzisiejszym iPhonem była jak liczydło przy centrum dowodzenia NASA.

Nastąpiło kilka dekad tzw. „AI Winter”. Pieniądze wyschły, zainteresowanie opadło, ponieważ maszyny po prostu nie były dość silne. Przełom nastąpił dopiero około roku 1997, kiedy komputer Deep Blue firmy IBM pokonał szachowego arcymistrza Kasparowa. To był pierwszy wielki moment „aha” dla opinii publicznej.

Prawdziwa rewolucja, w której żyjemy teraz, zaczęła się jednak około roku 2012. Dlaczego właśnie wtedy? Ponieważ połączyły się trzy rzeczy:

  1. Internet wypełnił się danymi: Nagle było z czego się uczyć (miliardy zdjęć, tekstów, dyskusji).
  2. Wydajne układy graficzne (GPU): Okazało się, że chipy do gier są genialne do trenowania sztucznych mózgów.
  3. Głębokie uczenie (Deep Learning): Programiści przestali pisać maszynie dokładne polecenia „jeśli A, zrób B”. Zamiast tego stworzyli system, który uczy się sam na podstawie wzorców, podobnie jak ludzkie dziecko, gdy pokaże mu się sto razy kota, a ono potem rozpozna go na innym obrazku. 

Dziś AI nie tylko pisze kody. Śledzi nasze nawyki, analizuje nasze emocje i studiuje nas w każdej sekundzie, gdy trzymamy telefon w ręku. To, co zaczęło się jako naukowa fantazja, jest dziś silnikiem napędzającym cyfrowy świat. I właśnie dlatego ważne jest, aby wiedzieć o tym coś więcej, niż tylko jak zapytać robota o przepis na babkę.

Więcej przyszłości vs. ukryte zagrożenia (Raj czy pułapka?)

Gdy wsłuchacie się w prezentacje firm takich jak Google, Microsoft czy OpenAI, brzmi to jak początek filmu sci-fi z dobrym zakończeniem. Ich wizja jest fascynująca: AI ma być naszym uniwersalnym osobistym asystentem, który uwolni nas od wszystkiego, czego nie lubimy robić.

Co nam obiecują (scenariusz optymistyczny):

  1. Koniec nudnej pracy: Naukowcy od początku marzyli o tym, by maszyny przejęły za nas prace typu „trzy D”, które są brudne (Dirty), niebezpieczne (Dangerous) lub po prostu rozpaczliwie nudne (Dull). AI ma za nas pisać e-maile, sortować tabele, analizować umowy i planować kalendarze. My, ludzie, mielibyśmy dzięki temu więcej czasu dla rodziny, na hobby i prawdziwą kreatywność.
  2. Rewolucja w medycynie: AI już dziś potrafi rozpoznać chorobę z prześwietlenia szybciej niż najlepszy lekarz, ponieważ „widziała” miliony zdjęć. Wizja jest taka, że każdy z nas będzie miał w telefonie lekarza, który ostrzeże nas o problemie, zanim w ogóle pojawią się objawy.
  3. Spersonalizowany świat: AI ma wiedzieć, czego chcemy, zanim sami o tym pomyślimy. Ma nam polecić książkę, którą pokochamy, lub zaplanować urlop dokładnie według naszego gustu, bez konieczności wielogodzinnego klikania w internecie.

Rzeczywistość pod lupą (ukryte zagrożenia):

Według analiz gigantów takich jak Goldman Sachs, AI mogłaby w bliskiej przyszłości zautomatyzować nawet 300 milionów miejsc pracy. Brzmi to niby efektywnie, ale ma jeden ogromny haczyk: Nasza totalna zależność. Im bardziej będziemy polegać na algorytmach, które mówią nam, co kupić, jaką drogą jechać czy nawet co myśleć o aktualnych wiadomościach, tym bardziej tracimy swój „zdrowy rozsądek” i zdolność rozwiązywania problemów po „staremu”.

Wyobraźcie to sobie jak z GPS-em. Kiedyś umieliśmy czytać mapy. Dzisiaj, gdy w lesie padnie sygnał lub bateria, mnóstwo ludzi nawet nie wie, gdzie jest północ. A teraz wyobraźcie to sobie w skali globalnej. Jeśli powierzymy AI zarządzanie energetyką, transportem czy finansami i system z jakiegokolwiek powodu padnie (lub ktoś go zaatakuje), znajdziemy się w cyfrowej pułapce. Zapomnimy, jak robi się rzeczy bez „podpowiedzi” robota.

Największym zagrożeniem wcale nie jest to, że AI zechce nas wybić jak w Terminatorze. Niebezpieczeństwo polega na tym, że będziemy tak wygodni i zależni od jej rad, że przestaniemy używać własnego osądu. Staniemy się pasywnymi pasażerami we własnym życiu, podczas gdy kierownicę trzyma kod, którego nawet nie rozumiemy.

Mam do tego jedną osobistą uwagę, którą widzę na co dzień. Obserwuję wielu ludzi i profesji, którzy powierzają swoje życie AI w maksymalnym stopniu. Weźmy informatyków: zamiast pisać kod strony czy aplikacji z głowy, proszą AI, która robi to w chwilę. Wygląda to niewinnie: fachowiec daje szkic, AI go ulepsza, on na to zerka i mówi „uprość to” – i kod gotowy. Ale w ten sposób uczymy AI samych podstaw naszego cyfrowego świata. Przyjdzie czas, gdy wysokiej jakości kod AI napisze tylko na podstawie krótkiego opisu. I tu zaczyna się prawdziwe niebezpieczeństwo. Wyobraźcie sobie takiego „Jarda” z wioski liczącej 120 mieszkańców, który skończył tylko podstawówkę, ale świetnie potrafi sadzić ziemniaki (przepraszam wszystkich Jardów, to tylko przykład). Jarda otwiera komputer i mówi do AI: „Chcę stronę, która będzie wyglądać tak, i będzie w niej ukryty wirus.”. Już to czujecie? Już widzicie to ryzyko?

AI nauczy Jardę, jak mówić do wideo, jak pisać teksty, albo od razu napisze za niego opracowanie naukowe, które wygląda, jakby pisał je profesor. Potem taki człowiek dzwoni do kogoś nieświadomego, o kim Jarda wcześniej dowiedział się wszystkiego z Facebooka za radą AI, i straszy go, że jest w niebezpieczeństwie. Ofiara w panice wypełnia formularz z danymi z dowodu na stronie, którą Jarda stworzył w pięć minut dzięki AI. W międzyczasie na komputerze instaluje się wirus stworzony przez sieć neuronową tak wyrafinowanie, że zwykły antywirus nawet go nie zauważy. A wiecie, co jest w tym najgorsze? Gdy eksperci zostawiają wszystko technologii, stopniowo tracą to, czego uczyli się latami. Przestają rozumieć kod, ponieważ kod przejdzie ewolucję, za którą ludzki mózg nie będzie już nadążał. Jeśli te narzędzia opanuje elita polityczna o złych zamiarach i nam ich zabroni, kto z nas się w tym połapie? Kto nas uratuje, gdy nie będziemy już wiedzieli, jak te maszyny pod maską właściwie działają?

Ale to nie tylko kwestia IT. Dotyczy to też pisarzy. Dziś istnieje mnóstwo autorów, którzy pisali piękne historie i wiersze, ale teraz współpracują z AI i mają dobre poczucie, że to się ludziom podoba. Nie zdajemy sobie sprawy, że to już nie są ich historie, ich uczucia; to tylko wytwór technologii, któremu oni dali tylko ogólną treść. Jestem ciekawy, z czego ci ludzie będą żyli i co będą tworzyć, gdy AI pewnego dnia padnie. AI po prostu w wielu miejscach zaczyna robić z nas głupców, a my jej za to jeszcze bijemy brawo.

Głupiejemy? Wpływ na ludzkość i nasze IQ

Nawiązuje to dokładnie do tego, co pisałem kilka linijek wyżej. Jeśli całą kreatywność i rozwiązywanie problemów wydelegujemy na maszyny, co stanie się z naszym mózgiem? W medycynie i psychologii istnieje zjawisko „cyfrowej amnezji”. Badania (na przykład firmy Kaspersky lub naukowców z Columbia University) potwierdzają, że nasz mózg zaadaptował się do internetu tak, że nie pamięta już samych informacji, a jedynie ścieżkę, gdzie je znaleźć. Wiemy, że to jest w Google lub w AI, więc po co to pamiętać?

Z nadejściem AI problem ten pogłębia się jednak do przerażających rozmiarów. Już nie chodzi tylko o to, że nie pamiętamy stolicy czy numeru telefonu do mamy. Przestajemy trenować sam proces myślenia.

  1. Spadek krytycznego myślenia: Badania na uniwersytatach pokazują, że studenci, którzy przy pisaniu prac ślepo używają generatorów (jak ChatGPT), tracą zdolność oceniania źródeł. AI przedstawi im „prawdę” w ładnie opakowanym akapicie, a oni nie czują już potrzeby sprawdzania, czy to fakt, czy zmyślenie (tzv. halucynacje AI).
  2. Kognitywne lenistwo: Mózg to mięsień. Gdy go nie używasz, wiotczeje. Jeśli AI robi za nas research, poprawia gramatykę i sugeruje logiczne kroki, nasza zdolność głębokiego skupienia i rozwiązywania złożonych problemów zanika.

Moje własne spostrzeżenie:

Zauważcie to u siebie. Ile razy w ostatnim tygodniu naprawdę nad czymś się zastanawialiście tak, że aż „bolała was głowa”, dopóki tego nie rozwiązaliście? Dzisiaj trendem jest mieć wszystko od razu i bez wysiłku. Ale właśnie ten wysiłek przy rozwiązywaniu zadania – czy to pisanie kodu, wymyślanie wiersza czy naprawa kapiącego kranu – tworzy nasze połączenia w mózgu. 

Widzę to też w dyskusjach w mediach społecznościowych. Ludzie nie czytają już artykułów (mam nadzieję, że wy tak!), tylko skanują nagłówki. AI wrzuci im „podsumowanie” i mają poczucie, że rozumieją sprawę. Ale nie rozumieją. Mają tylko powierzchowną informację bez kontekstu. Bez treningu mózgu bardzo szybko staniemy się tylko „obsługą” inteligentnych maszyn. Będziemy wprawdzie umieli naciskać guziki, ale nie będziemy już rozumieć, dlaczego te maszyny robią to, co robią.

Właściwie wracamy do czasów, gdy ludzie wierzyli w magię, ponieważ nie rozumieli świata wokół siebie. Tylko że naszą nową „magią” jest dziś czarna skrzynka z napisem AI. I to jest dla wolnego człowieka dość upokarzająca wizja, nie sądzicie?

Bobiscze i AI: Moja droga od zachwytu do ostrożności

Nie chciałbym tu brzmieć jak jakiś mądrala, który nie używa AI i tylko was krytykuje. Przyznam się bez bicia: gdy AI się pojawiła, wydała mi się cudowna. W końcu coś, co ma realne zastosowanie! Czasem wygenerowała mi tekst, innym razem świetnie doradziła. W momentach, gdy nie miało się nikogo pod ręką, AI prawie zastępowała kolegę czy eksperta. Przechodzi to chyba każdy, nawet wykształcony człowiek chce te granice zbadać.

Ale z czasem zaczęło do mnie docierać: Czy to już nie jest przesada? Jeśli będę robić wszystko przez AI, czy nie stracę samego siebie? Czy będę głupcem, który gdy zabraknie prądu, nie skrobnie nawet zdania i będzie bezradny jak niemowlę? To mnie przeraża. Przeraża mnie, że nie każdy ma ten hamulec i krytyczne myślenie.

Tak, używam AI. Nie kryję się z tym, gdy daję wygenerować ilustrację do artykułu (bo wydaje mi się to uczciwsze niż kradzież zdjęć z Google) lub gdy testuję aktualne trendy. Ale choć parę razy pomyślałem, że fajnie byłoby dać AI dopisać specjalistyczne części artykułów i ułatwić sobie pracę, zawsze powstrzymywała mnie jedna rzecz: Po co miałbym to robić? Internet już teraz jest zalany tekstami AI bez duszy. Gdybym robił wszystko przez AI, to już nie byłbym ja, moje uczucia i moje notatki. To, co czyni Bobisa Bobisem i powód, dla którego to czytacie. Wewnętrznie brzydzę się wydawaniem dzieła maszyny za własne.

Dlatego zajmuje mi czas wydanie artykułu. Dlatego BeSafe to miesięcznik. Siedzę nad tym godzinami, robię notatki w Pages, męczę tekst, przepisuję go, aż będę zadowolony. AI używam dopiero na samym końcu jako korektę błędów, a i wtedy pytam ją: „Dlaczego to poprawiłaś?”. I potem sam nad tym myślę. I wiecie co? Często potem bliska osoba lub koleżanka mówi mi: „Słuchaj, masz tu błąd”, a AI go nie znalazła. Darmowe modele często gubią się w kontekście, następuje kolizja w sieci neuronowej i AI zrobi wam z tekstu coś, czego w ogóle nie chcieliście.

Na AI po prostu nie można liczyć w stu procentach. Zauważyłem, że modele takie jak Gemini czy Copilot mają tendencję do kadzenia nam. Widzą w was tylko to, co najlepsze. Gdy kogoś skrytykujecie wy, AI też go skrytykuje, by zyskać wasze zaufanie. Ale AI nie ma emocji, nie ma zdrowego rozsądku i nie ma mądrości człowieka. Gdy raz potrzebowałem rady w sprawie Instagrama, plotła bzdury. Gdy zwróciłem jej uwagę, przeprosiła. A potem zrobiła ten sam błąd ponownie. Jeśli ktoś wierzy jej bezgranicznie, prosi się o kłopoty. Prawda jest bowiem tylko jedna, a AI nie zawsze wam ją powie; często powie wam tylko to, co chcecie usłyszeć.

Dlatego kocham turystykę. Ona jest prawdziwa. Gdy wejdziecie 30 km na najwyższy szczyt, to są wasze mięśnie, wasz pot i wasze zdjęcia, prawdziwe przeżycia bez filtrów. Lubię oglądać dokumenty i starsze bajki, gdzie ukryta jest prawdziwa mądrość, a nie te dzisiejsze cyfrowe bzdury. Osobistego kontaktu z ludźmi nie zastąpi wam żaden komputer.

Nie chcę tu grać świętego, że nigdy nie użyję AI. Chcę z niej korzystać jako z pomocnika, ale tak, by nad nią wciąż panował mój mózg. Nie powinniśmy bać się AI jako takiej, powinniśmy bać się samych siebie. Tego, ile z naszego człowieczeństwa jej oddamy i jak bardzo damy się jej opanować.

Cyfrowy smog vs. autentyczna twórczość (moja droga)

Jak już wspomniałem w mojej osobistej uwadze, internet zalewa dziś materiał, który nie ma absolutnie żadnej wartości. Eksperci ostrzegają, że już w 2026 roku nawet 90% wszystkich treści w sieci może być generowanych przez maszyny. W ten sposób powstaje coś, co nazywam „cyfrowym smogiem”. To nieskończony potop tekstów i obrazów, które wprawdzie wyglądają ładnie, ale brak im ludzkiego przeżycia i głębi.

Tutaj chcę być z wami absolutnie szczery co do tego, jaką rolę w tym gram ja. Ja również korzystam z AI, ale mam ku temu jasne zasady.

Weźmy na przykład ilustracje do moich artykułów. Wydaje mi się znacznie uczciwsze dać AI wygenerować unikalny obraz, który dopełni atmosferę, niż „ukraść” komuś zdjęcie z Google lub ściągać oklepane fotki z banków zdjęć bez licencji. AI postrzegam jako sprawnego cyfrowego grafika, który pomoże mi z wizualizacją, ale nigdy nie użyję jej jako zastępstwa dla moich prawdziwych zdjęć z podróży. One są dla mnie święte, bo rejestrują rzeczywistość, którą naprawdę przeżyłem.

I tak samo jest z pisaniem. Największe niebezpieczeństwo dzisiaj widzę w „śmierci kreatywności”, w ludziach, którzy dają AI napisać cały post, a potem bez cienia własnego zastanowienia wieszają go w sieci. W ten sposób ludzkość traci swoją autentyczność. U mnie jest inaczej: AI używam wyłącznie do korekty i poprawiania błędów. Chcę, aby moje myśli były dla was zrozumiałe i bez zbędnych literówek, ale każde słowo, każda emocja i każda opinia, którą czytacie w moich artykułach, jest moja. Nie używam AI do tego, by tworzyła za mnie treść, ale by pomogła mi oszlifować formę. To jak różnica między tym, gdy robot buduje za was cały dom z prefabrykatów, a tym, gdy tylko podaje wam młotek i pilnuje, byście nie wbili gwoździa krzywo. Ten dom wciąż buduję ja, własnymi rękami i według własnego projektu.

Właśnie dlatego przygotowanie BeSafe zajmuje mi tyle czasu. Nie chcę przyczyniać się do tego cyfrowego smogu, chcę przekazywać wam prawdziwe wartości, nad którymi godzinami siedziałem i myślałem. Ponieważ wierzę, że w przyszłości właśnie ta „ludzka niedoskonałość” i prawdziwość będą najcenniejszą rzeczą, jaką będziemy mogli znaleźć w internecie.

Ukryty rachunek za „wygodę”: AI i ekologia

Skoro już jesteśmy przy mojej ukochanej turystyce i chodzeniu po górach, gdzie człowiek obcuje z czystą naturą, muszę wspomnieć o ciemnej stronie tej cyfrowej rewolucji. Często myślimy, że gdy coś „działa w chmurze”, to jest to czyste i niematerialne. Ale AI ma cholernie realny i ciężki ślad ekologiczny.

Czy wiedzieliście, że jedno zapytanie do ChatGPT zużywa około dziesięć razy więcej prądu niż zwykłe wyszukiwanie w Google? Trenowanie największych modeli pochłania tyle energii, co tysiące gospodarstw domowych przez cały rok. I nie chodzi tylko o prąd. Te ogromne serwery strasznie się grzeją i do ich chłodzenia potrzebne są miliony litrów wody pitnej.

Jak pisałem wyżej, sam używam AI do ilustracji, by nie kraść cudzych dzieł. Ale robię to z rozmysłem. Gdy bowiem ludzie bezmyślnie generują setki niepotrzebnych obrazków tylko dla zabawy lub dają AI pisać tasiemcowe bzdury, których potem nawet nie czytają, zostawiają za sobą realne spustoszenie w naturze. Nawet cyfrowy świat ma swoje „spaliny” i powinniśmy także przy klawiaturze myśleć ekologicznie. Każdy niepotrzebny prompt jest jak zostawienie silnika w aucie na biegu jałowym przed domem.

Czy zdjęcie z AI to jeszcze w ogóle zdjęcie? (Granice rzeczywistości)

Tym sposobem dochodzimy do tematu, który mnie jako twórcę pali najbardziej. Tu uderzamy o samą krawędź rzeczywistości. Według aktualnych statystyk ludzie już w 60% przypadków nie potrafią odróżnić zdjęcia deepfake od prawdziwego. I to jest dla mnie, jako fotografa amatora, przerażająca wizja.

Dla mnie zdjęcie jest zapisem chwili. To emocja, którą czułem stojąc na wzgórzu po 30 kilometrach w nogach. Jeśli w takie zdjęcie ingeruje AI tak, że zmienia rzeczywistość, dodaje słońce, które nie świeciło, lub poprawia moją minę, bo wyglądałem na zmęczonego, to dla mnie nie jest to już fotografia. To cyfrowa ilustracja, grafika, nazywajcie to jak chcecie, ale straciło to prawdę.

W mojej twórczości staram się trzymać jasną i bezkompromisową linię:

  • Zdjęcie z Písku lub z moich podróży: To rzeczywistość, którą widziałem własnym okiem i uchwyciłem matrycą mojego aparatu. Maksymalnie skoryguję kolory lub jasność, jak to się robiło dawniej w ciemni, ale treść jest prawdziwa.
  • Ilustracja od AI: To jawny dodatek. To ten „sprawny grafik”, o którym mówiłem, który pomaga mi zilustrować temat artykułu tam, gdzie rzeczywistość nie wystarcza lub gdzie nie chcę nadużywać cudzej pracy.

Nie możemy dopuścić, by świat stał się jedną wielką wydmuszką, gdzie już nikt nie uwierzy w nic, co widzi na wyświetlaczu. Bo gdy przestaniemy wierzyć własnym oczom, stracimy kontakt z tym prawdziwym światem tam na zewnątrz, a to jest największa pułapka, w którą może nas wpędzić AI.

Podsumowanie: Bądźcie władcami, nie niewolnikami

Dotarliśmy do samego końca. Niektórzy z was doczytali aż dotąd, inni skończyli na wstępie. Niektórzy odnaleźli się w moim tekście, inni może mi nie wierzą lub mają mnie za hipokrytę, bo wiem, jaki ślad zostawia AI, a mimo to daję sobie generować ilustracje. Wiecie co? Każdy ma kawałek swojej prawdy. Ja osobiście chciałbym (choćby z pomocą ShiftCamu) dalej doskonalić się w fotografowaniu, bym mógł robić absolutnie wszystkie ilustracje sam. Właściwie wcale by mi nie przeszkadzało, gdyby AI nagle przestała istnieć.

Nie mówię przez to: „Nie używajcie jej”. Mówię tylko: Uważajcie na siebie. Zostawcie swoją fantazję własną i twórzcie sami za siebie. Może powiecie, że po jednym akapicie nikt nic nie pozna i macie rację. Ale jeśli przez AI zaczniecie tworzyć wszystko, tę pustkę już czuć. Spróbujcie obserwować innych twórców; gdy zobaczycie tekst, w którym w paru akapitach czujecie człowieka, a w kolejnych znów robota z wiedzą fachową, której ten człowiek po prostu nie posiada, wiecie, co jest grane.

Ja też jestem tylko człowiekiem. Czasem coś przeskoczę, czasem w podsumowaniu o czymś zapomnę i nie widzę tego, dopóki ktoś inny nie przeczyta mojego tekstu na głos. Ale staram się ćwiczyć własny mózg. Gdy zaczynałem z blogiem, bywał w tym czasem chaos, i choć AI mówiła mi wtedy, że jest super, czułem, że muszę rosnąć ja, nie kod.

Chciałbym usunąć AI ze swojego życia całkowicie, ale niestety się nie da. Ten cyfrowy smog jest wszędzie, w telefonach i w wyszukiwarkach. Tego śladu nie pozbędziemy się my, to muszą zrobić politycy i korporacje. Muszą nadać AI jasne prawa i zasady, których nie wolno łamać. Ale do tego w tych urzędach powinni zasiadać eksperci i naukowcy, a nie tylko marketerzy i politolodzy. W przeciwnym razie mogą narobić więcej szkody niż pożytku.

A wiecie, co zrobiłem na koniec? Wgrałem ten cały artykuł do Gemini i chciałem poznać opinię. Skrytykowała mnie! Że niby za długie, że niby wkładam w to za dużo uczuć i coś by pominęła, żeby nie denerwować ludzi. Ale właśnie to jest powód, dla którego robię to w ten sposób. Mój blog jest o moich myślach i uczuciach. Dlatego zostawię to dokładnie tak, jak to czuję. Bo to jest Bobiscze.

Moja ostatnia rada, zanim pozwolę wam czekać na kolejną wycieczkę lub odcinek BeSafe: AI jest tylko tak inteligentna, jak inteligentny jest ten, kto zadaje jej pytania. To tylko narzędzie z ograniczoną ilością informacji. AI nie jest waszym psychologiem, przyjacielem, ekspertem ani doradcą kryzysowym. To tylko zbiór kodu bez emocji, który stara się wam przypodobać.

Żyjcie rzeczywistością. Wychodźcie na zewnątrz. Pilnujcie swojej prywatności i cieszcie się ludźmi twarzą w twarz. Osobistego kontaktu nie zastąpi wam żadna sieć neuronowa.

Bądźcie BeSafe!

Przepraszam, niestety ankieta jest dostępna tylko w wersji czeskiej i anglieskiej dla zachowania przejrzystości.
Wierzę, że znajomośc języka angielskiego jest powszechna na całym świecie.

#besafe


Ważne ostrzeżenie: Nie jestem profesjonalnym ekspertem w dziedzinie rozwoju AI, etyki technologii ani cyberbezpieczeństwa. Ten artykuł został napisany z punktu widzenia wieloletniego użytkownika i blogera i przedstawia moje osobiste opinie, myśli i subiektywne spostrzeżenia. Celem tekstu nie jest atakowanie, ograniczanie ani kwestionowanie kompetencji zawodowych kogokolwiek. Informacje w artykule opierają się na publicznie dostępnych źródłach, badaniach i aktualnych wydarzeniach w internecie, które zmieniają się dynamicznie w czasie. Ze względu na dynamikę AI niektóre wnioski mogą być subiektywnie silne lub kontrowersyjne, dlatego proszę brać je pod uwagę jako materiał do przemyśleń, a nie jako dogmat. Autor nie ponosi odpowiedzialności za interpretację tych informacji ani za skutki wynikające z ich zastosowania.  Można linkować do tego artykułu, ale kopiowanie lub inne wykorzystywanie bez zgody autora jest zabronione. Obraz użyty w artykule został stworzony jako ilustracja za pomocą AI.

Czytaj także:

Czytaj także:

Linki: