Třemšín - 827 m n.p.m.
Trekking na Třemšín (827 m n.p.m. / CHKO Brdy)
Tuż na początku nowego roku postanowiłem zacząć nieco bardziej aktywnie i udać się w jedno ze znanych miejsc naszego pięknego kraju, do południowej części CHKO Brdy, a konkretnie na Třemšín. Myślę, że każdy z nas ma swoje małe tradycje i przyzwyczajenia, i kto wie... może dla mnie tradycją stanie się wyprawa na Trekking na Třemšín w każdą pierwszą niedzielę nowego roku. Byłoby wspaniale, ale jak wszyscy dobrze wiemy, nie zawsze da się wszystko zrealizować dokładnie według planu.
Ale wracając do Třemšína. To był naprawdę udany trekking, ani ekstremalnie długi, ani zdecydowanie krótki. Cała trasa liczyła piękne 18,73 km i zajęła nieco ponad cztery godziny marszu. Jeśli więc kręcą Was miejsca z niesamowitymi widokami, ukrytymi zakątkami i lekko tajemniczą przeszłością, rozsiądźcie się wygodnie... i ruszamy.
Zanim przejdziecie do dalszej lektury, rzućcie okiem na panoramiczny widok z Třemšína powyżej, lub obejrzyjcie wideo na końcu artykułu, które wrzuciłem na YouTube. Będzie mi miło za każde wsparcie w formie subskrypcji na YouTube oraz obserwowania na Instagramie. A teraz do rzeczy.
Mój trekking na Třemšín.
Może też to znacie. Jest niedziela, w dodatku pierwsza niedziela nowego roku. Czas Bożego Narodzenia powoli dobiega końca, zbliżają się Trzej Królowie, a człowiek zastanawia się, co zrobić z dniem? Leżeć na kanapie, przełączać kanały w TV w poszukiwaniu resztek świątecznej atmosfery? Czy przeglądać platformy streamingowe i skończyć na czymś, czego wcale nie chce się oglądać?
My wiedzieliśmy od razu. Ruszamy po przygodę.
I uwaga, tym razem „namówiliśmy” też kolegę, więc nie musieliśmy iść sami. Choć twierdził, że lubi spacery, czuć było lekkie obawy. W końcu Brdy w zimie, krótki dzień i wizja, że trekking się przedłuży i część trasy przejdziemy po ciemku z czołówkami. Na szczęście wszystko udało się zdążyć na czas.
W kolejnych akapitach spiszę Wam kilka praktycznych rad, zwłaszcza odnośnie parkowania i samej trasy. Zaproponuję ją też przejrzyście na mapie, abyście mieli motywację przejść Třemšín na własną rękę. Trasę znajdziecie tuż pod tym tekstem. Gdy już ją przejrzycie, możemy kontynuować.
Zaparkowaliśmy przy KD Hutě pod Třemšínem. Parkowanie było bezpłatne, stanęliśmy naprzeciwko tablic informacyjnych, nie było tam żadnego zakazu ani ograniczeń. Jeśli jednak komuś to parkowanie kiedyś przeszkadzało, przepraszamy, ale innej opcji nie znaleźliśmy. Z drugiej strony byliśmy przynajmniej na widoku ludzi.
Na Třemšín ruszyliśmy praktycznie prosto czerwonym szlakiem, który jest jednocześnie częścią Drogi św. Jakuba. Gdy dotrzecie do Chaty Třemšínska bouda, teren zaczyna się zmieniać, ścieżka staje się bardziej urozmaicona i powoli pniecie się w górę. Do tego czasu droga wydaje się niemal nieskończona – tylko ośnieżony szlak i nic więcej. Mimo to podejście było świetne.
Gdy dotrzecie do kaplicy na Třemšínie, wchodzicie już na żółty szlak. Nieco poniżej kaplicy znajduje się małe miejsce do odpoczynku z niesamowitymi widokami. Bezpośrednio pod tym miejscem możecie odkryć schron partyzancki. Polecam trzymać się szlaku, szczególnie zimą zejście poza trasę nie jest bezpieczne. Mimo to warto tam zajrzeć.
Jeśli udacie się jeszcze kawałek do ruin pierwotnego zamku, natraficie na większą wiatę, gdzie można odpocząć. Czasem bywa tu sporo ludzi, więc być może będziecie musieli chwilę poczekać. Pielgrzymi na tej trasie na pewno tu zaglądają, by nacieszyć oczy krajobrazem lub po prostu odpocząć.
Na mniejszej mapce pokazuję Wam, jak dojść z wiaty do schronu partyzanckiego. Bunkier jest odnowiony i ogólnodostępny. Uwaga na głowę, polecam zdjąć plecak i porządnie się schylić, w środku jest niski strop.
Bardzo proszę wszystkich odwiedzających, aby zabierali swoje śmieci i nie zostawiali żadnych zanieczyszczeń. Ani w bunkrze, ani nigdzie indziej w przyrodzie.
Bunkier partyzancki to zrekonstruowany przykład schronienia z okresu II wojny światowej. Był częścią tutejszej organizacji odbojowej, założonej w 1939 roku przez inż. Františka Lízla.
Zanim wejdziecie na sam szczyt, polecam zajrzeć do wnętrza Třemšínskej boudy, a po drodze w górę również do kaplicy. Naprawdę warto poczuć atmosferę tych miejsc.
Gdy dotrzecie do miejsca, gdzie stał pierwotny zamek Třemšín, będziecie następnie schodzić żółtym szlakiem z powrotem. Uwaga, polecam iść powoli i ostrożnie. Sam bowiem przy schodzeniu obok białej ławki wylądowałem na tyłku, mimo że byłem ostrzegany przed lodem pod śniegiem i miałem porządne buty trekkingowe z dobrą przyczepnością.
Jeśli planujecie trasę z wózkiem lub małymi dziećmi, lepiej nie wybierajcie żółtego szlaku. Wróćcie tą samą drogą (czerwoną). Dzieci powinny poradzić sobie na trasie mniej więcej od siódmego roku życia, ale zależy to od ich kondycji.
W drodze powrotnej do parkingu możecie cieszyć się pięknym krajobrazem Brd. Miniecie też Spáleną boudę (jest zamknięta dla publiczności, ale obok jest miejsce do siedzenia). Cały żółty szlak prowadzi przez Grzbiety Brdy. Przy drogowskazie obok Spálenej boudy przejdźcie na zielony szlak, który prowadzi częściowo po żółtym – oba tworzą część Brdskiej Grzebieniówki i doprowadzą Was wygodnie do auta.
Historia Třemšína
Třemšín jest naturalną dominantą całego regionu Třemšínska. Ze swoją wysokością 827 metrów n.p.m. jest najwyższym punktem południowych Brd i miejscem, które przyciąga ludzi od wieków. Stojąc dziś na szczycie, w otoczeniu lasów i ciszy, trudno sobie wyobrazić, ile historii się tu kiedyś wydarzyło.
W średniowieczu, około roku 1200, stał tu zamek, który na swoją siedzibę wybrał ród Buziców. Do ich włości należały nie tylko Hvožďany, ale i okoliczne osady. Třemšín nie był wtedy tylko wzgórzem, ale strategicznym punktem z widokiem na szeroką okolicę.
Los zamku dopełnił się jednak dość szybko. W roku 1424 został zdobyty i splądrowany przez husytów i już nigdy nie został odbudowany. Dziś pozostały z niego tylko niepozorne resztki murów i zarys fundamentów, które zimą niemal zlewają się z terenem.
Na przełomie XVIII i XIX wieku Třemšín doczekał się kolejnej przemiany. Arcybiskup Salm, który bardzo lubił to miejsce, kazał wykarczować część drzew i uporządkować szczyt. Te działania niestety nieodwracalnie naruszyły pierwotny wygląd grodziska. To, co widzimy dziś, pochodzi głównie z tamtego okresu. Zachowała się na przykład gotycka sklepiona brama, przy której dawniej znajdował się most zwodzony.
Třemšín nie był tylko miejscem szlachty. W XIX wieku stał się symbolem narodowej jedności. Odbywały się tu zgromadzenia protestacyjne. Najsłynniejsze pielgrzymki miały miejsce w latach 1862 i 1863. Według zapisów, w sierpniu 1863 roku na szczycie zebrało się niewiarygodne osiem do dziesięciu tysięcy ludzi. Wyobrażenie sobie takiego tłumu dziś w środku lasu jest niemal niemożliwe.
Może właśnie dlatego Třemšín ma do dziś wyjątkową atmosferę. To nie tylko góra z widokiem, ale miejsce, gdzie nakładają się na siebie ślady przeszłości. Jeśli się tu zatrzymacie i wsłuchacie, poczujecie, że ta góra ma wciąż wiele do opowiedzenia.
A żeby naprawdę zrozumieć Třemšín, warto na chwilę cofnąć się w czasie...
Legendy i tajemnice Třemšína
Z Třemšínem wiąże się szereg legend. Najbardziej znana opowiada o ukrytym skarbie, który ma być schowany gdzieś w czeluściach dawnego zamku. Według podania zostawili go tu pierwotni właściciele uciekający przed wrogiem, a miejsca strzegą tajemne siły. Podobno nie każdy, kto próbował go szukać, wrócił z jasnym umysłem.
Inne opowieści mówią o szczególnym spokoju panującym tu podczas mgły lub zachodu słońca. Ludzie mówią, że wtedy Třemšín jest najbliżej swojej przeszłości. Las cichnie, wiatr ustaje, a człowiek ma wrażenie, że nie jest sam. Może to tylko gra świateł, może zmęczenie podejściem... a może Třemšín przypomina, że pamięta więcej, niż jesteśmy w stanie pojąć.
Czy wierzycie w legendy, czy nie, jedno jest pewne – Třemšín ma urok, którego trudno szukać gdzie indziej. Właśnie te historie szeptane między drzewami sprawiają, że ludzie tu wracają.
Na zakończenie
Ten trekking był świetny również dlatego, że mogłem porównać zimowy krajobraz z kwietniem 2025, kiedy odwiedziliśmy Třemšín po raz ostatni. Reels z tamtego czasu znajdziecie na moim Instagramie. Zimowe Brdy mają zupełnie inny czar. Gdyby było jeszcze więcej śniegu, byłoby wręcz magicznie. A gdyby nasz kolega nie bał się powrotu po ciemku, mógłbym uchwycić zachód słońca ze szczytu, o którym inni tak pięknie opowiadają.
Cieszę się też, że mogłem przetestować moje nowe buty trekkingowe, które okazały się świetnym towarzyszem. Znajdziecie je w Decathlonie pod nazwą Męskie buty turystyczne ciepłe i wodoodporne NH 100. Są naprawdę wygodne, żadnych pęcherzy ani zmarzniętych stóp. Podczas aktywności trzymają ciepło nawet do -15 °C. Przez większość drogi trzymały się świetnie, niemal jak buty antypoślizgowe, poza jednym oblodzonym zejściem.
Do komfortu przyczyniły się też Męskie getry narciarskie 100 - WEDZE, które utrzymały nogi w cieple. Choć nie jeździłem na nartach, na zimowy trekking nadawały się idealnie.
A co do samego trekkingu? Naprawdę było warto. Trasa miała idealną długość i tempo. A Wy, wybierzecie się na Třemšín?
MOŻE CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESOWAĆ:
Każdy trekking lub wycieczkę odbywasz na własną odpowiedzialność i ryzyko.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa. Linki do produktów Decathlon są jedynie osobistą rekomendacją, nie jest to płatna reklama.










