Wędrówka na Śnieżkę



Górska chata Děčínská bouda z ogródkiem zewnętrznym i widokiem na grzbiety Karkonoszy w chmurach.
Jak pewnie już wiecie z mojego Instagrama, większość czasu spędzam na południu Czech, głównie na Szumawie. Tym razem jednak zdecydowałem się na zmianę i wyruszyłem na daleką północ, aby zdobyć najwyższą górę Republiki Czeskiej – Śnieżkę. Choć właściwie mówi się, że Śnieżka nie jest do końca naszą najwyższą górą, ponieważ sam jej szczyt leży już po polskiej stronie, to dla nas, Czechów, ma ona szczególne znaczenie. To taka niepisana zasada – każdy powinien odwiedzić ją przynajmniej raz w życiu. A jeśli nie należycie do osób, które spędzają weekendy wyłącznie na kanapie przed telewizorem lub konsolą, wierzę, że ta wędrówka również was wciągnie.


Pojechaliśmy w kierunku Trutnova do miejscowości Velká Úpa koło Pecu pod Sněžkou. Szczerze mówiąc, dzień wcześniej trochę przeraziły mnie ceny – w porównaniu z Szumawą wszystko jest tu nieco droższe. Parking kosztuje 300 CZK za dzień, podczas gdy na Szumawie zazwyczaj płacę 100 CZK. Ale rozumiem to – Karkonosze, a zwłaszcza okolice Śnieżki, są bardzo obciążone turystycznie, więc ceny prawdopodobnie pomagają nieco regulować liczbę samochodów i odwiedzających. Ostatecznie zdecydowaliśmy się zaparkować właśnie w Velkiej Úpie, ponieważ bezpośrednio w Pecu pod Sněžkou w niektórych miejscach obowiązują nawet opłaty za wjazd. W Velkiej Úpie znajduje się duży, piętrowy dom parkingowy – czysty, przejrzysty i z nowoczesnym zapleczem. Dlatego nie żałuję kwoty wydanej na parking, bo Śnieżka jest po prostu tego warta. Muszę też pochwalić toalety bezpośrednio w domu parkingowym, które były naprawdę czyste, a dodatkowo można tam znaleźć automaty z powerbankami, adapterami do ładowania i drobiazgami dla turystów. Czegoś takiego jeszcze nigdzie indziej nie widziałem – całkiem miła niespodzianka. Zanim wrócę do samej trasy, muszę przyznać, że dobrze zrobiliśmy, ubierając się ciepło, ponieważ zimowa odzież bardzo nam się przydała. Była niezbędna! Kilka dni przed wycieczką podawano, że na Śnieżce i Pradziadzie spadł już śnieg, i dokładnie to się potwierdziło.


W okolicy jest oczywiście więcej możliwości parkowania, więc możecie wybrać według własnego uznania. To miejsce jednak polecam – sprawdzone i bez stresu.

Wędrówka na Śnieżkę

A teraz wreszcie do samej wędrówki na Śnieżkę! Najlepiej będzie, jeśli od razu pokażę wam trasę, którą ruszyliśmy pod górę. Trasę co prawda trochę sobie wydłużyliśmy, ale było warto. Najpierw zatrzymaliśmy się przy kompleksie narciarskim w Velkiej Úpie, skąd rozpościera się piękny widok na okoliczne góry. Tam miło zaskoczył mnie plac zabaw z oryginalnymi drewnianymi rzeźbami zwierząt o geometrycznym designie. Ponadto między drzewami vije się „Cesta čápa” (Bociańcia Ścieżka) – drewniana ścieżka z różnymi elementami, którą oczywiście musieliśmy przejść. Świetne miejsce na krótki przystanek przed właściwym podejściem.


Wróćmy więc na sam początek naszej drogi. Wyruszyliśmy z parkingu P1, czyli ze wspomnianego domu parkingowego w Velkiej Úpie. Stamtąd przeszliśmy przez główną drogę i ruszyliśmy wzdłuż rzeki Úpa, która tędy przepływa. Przy pensjonacie Čertice przeszliśmy z powrotem na drugą stronę, gdzie weszliśmy na skrzyżowanie z czerwonym szlakiem turystycznym. Służy on również jako trasa narciarstwa biegowego lub rowerowa i już tutaj zaczęło się porządne podejście. Myślałem sobie, że podczas tej wyprawy uda mi się pobić na Apple Watchu przewyższenie, które zdobyłem, wchodząc z Železnej Rudy na Großer Arber. Błąd! Velká Úpa leży bowiem wyżej niż Železná Ruda, więc ostatecznie przewyższenie nie było większe, mimo że sama Śnieżka jest wyższa niż Großer Arber. Tą drogą kontynuowaliśmy marsz aż do miejsca odpoczynku na rozdrożu, gdzie przeszliśmy na żółty szlak turystyczny. Podejście trwało dalej i to dość wytrwale – całe szczęście, że mamy już trochę wychodzone z poprzednich wypraw! Gdyby to była nasza pierwsza porządna wędrówka, pewnie zostawilibyśmy tam płuca i duszę. (śmiech) Na kolejnym rozstaju skręciliśmy z żółtego szlaku na czerwony przerywany i szliśmy aż do miejsca, gdzie przecinał się żółty szlak turystyczny z niebieską trasą biegową. Jeszcze wcześniej mijaliśmy Cestu horských nosičů (Drogę Tragarzy Górskich), niebieski przerywany szlak, który ma swoją własną historię i tradycję. Na wspomnianym rozdrożu weszliśmy na Kubátovą cestę, którą na razie nie szliśmy w stronę Śnieżki, lecz do punktu widokowego i placu zabaw. Znajduje się tam również ścieżka w drzewach Hnízda čápa černého (Gniazda bociana czarnego), którą oczywiście przeszliśmy. W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie obowiązywał zakaz wstępu ze względu na teren prywatny, ale nawet stamtąd roztaczał się piękny widok na Sagasserovy Boudy.

Nowoczesne drewniane geometryczne rzeźby zwierząt na placu zabaw w lesie koło Velkiej Úpy.

Przy placu zabaw posililiśmy się, a potem wróciliśmy na Kubátovą (żółtą) drogę w kierunku Śnieżki. Po drodze mijaliśmy znane schroniska górskie Růžohorka i Děčínská bouda, która służy również jako mała górska farma.

Dwie krowy odpoczywające na trawiastym zboczu górskim z lasami i chmurami w tle.

Widoki stąd były absolutnie niesamowite, a krówki biegające tam wolno dodają temu miejscu uroku. Muszę przyznać, że kiedy dostrzegłem przez okienko w Růžohorce przygotowywanie owocowych „górskich” klusek, trudno było iść dalej. Ale musiałem – przecież mieliśmy przed sobą jeszcze kawałek drogi, a czas uciekał. Idąc Kubátovą cestą, dotarliśmy do miejsca Růžová hora, gdzie znajduje się stacja kolejki linowej. Jest ona idealna dla tych, którzy nie mają zbyt wiele czasu lub nie podołaliby podejściu, ale my zdecydowaliśmy się iść pieszo. Już tutaj zaczynała się prawdziwa górska atmosfera – chmury dotykały czubków drzew, a im wyżej wchodziliśmy, tym bardziej otaczały i nas. Pierwszy raz w życiu dotknąłem prawdziwych chmur. I od razu w głowie pojawiło mi się to dziecięce pytanie: „Jak smakują chmury? Jak bita śmietana?”. Cóż... spróbowałem ich (śmiech) i muszę powiedzieć, że nie smakują niczym, może jak woda destylowana. Ale przeżycie było wyjątkowe! Po drodze spotykaliśmy resztki śniegu – najpierw tylko małe płaty, ale im wyżej, tym bardziej zima dawała o sobie znać. Widoczność była znikoma, nie z powodu mgły, ale dlatego, że szliśmy bezpośrednio wśród chmur. I tak, ktoś postawił nawet małego bałwana na stole przy miejscu odpoczynku. Było zimno, mroźnie, ale jednocześnie niesamowicie pięknie.

Szczegół poziomego oblodzenia utworzonego przez silny wiatr na metalowym słupku i łańcuchu we mgle.

Początek października, a ja stoję w środku śniegu i lodu – po prostu marzenie. Może brzmi to dziwnie, ale uwielbiam zimę. Kiedy jest tak czysta i magiczna, nic jej nie dorówna. Kontynuowaliśmy marsz ścieżką edukacyjną „Krkonošská tundra” w górę. Wzdłuż drogi jeździły wagoniki kolejki, a wokół widać było, jak wiatr tworzy z lodu różne kształty, bo tam natura dosłownie czaruje. Myślę, że spotkaliśmy nawet aktora pana Vyskočila (nie byłem pewien, ale naprawdę wyglądał jak on, a dlaczego nie – aktorzy też lubią wędrówki!). Na szlaku mijaliśmy turystów różnych narodowości: Czechów, Polaków, Słowaków i innych. I choć nie było widać nic na krok, miało to niesamowitą atmosferę. Coś, czego po prostu nie doświadczycie w domu na kanapie. I wreszcie – dotarliśmy na szczyt Śnieżki! Hurra! Wprawdzie nie było widać zupełnie nic, ale to uczucie... było bezcenne.

Kamienny chodnik prowadzący przez niską kosodrzewinę oprószoną śniegiem w gęstą mgłę.

Wstąpiliśmy do Poštovny na gorącą czekoladę i muszę przyznać, że po tym mrozie była to boska nagroda. Przy okazji, ta Poštovna to już nie jest ta pierwotna – stara została przeniesiona na Monínec koło Przybramia. To jest jej nowa wersja, ale i tak ma swój urok. Na szczycie, oprócz Poštovny, można zobaczyć kaplicę św. Wawrzyńca – małą rotundę, którą pokrywał lód i szron, wyglądała dosłownie bajkowo. Po polskiej stronie znajduje się natomiast Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne na Śnieżce, ale z powodu złej widoczności wyglądało, jakby było opuszczone.

Ekran w Poštovnie na Śnieżce pokazujący aktualną temperaturę -1,6 °C i prędkość wiatru 8,7 m/s w dniu 2.10.2025.

Droga w dół i polska strona

Jeszcze na chwilę wrócę do Poštovny, gdzie wewnątrz znajduje się ekran pokazujący aktualną temperaturę i prędkość wiatru. Na zewnątrz było +1,6 °C, ale odczuwalnie na pewno mniej. Zobaczcie zdjęcie ekranu, które tam zrobiłem. Ponieważ na górze nie było zbyt dobrej widoczności, zdecydowaliśmy, że ruszymy na dół, ale inną drogą niż wchodziliśmy. Chcieliśmy przejść się też polską stroną, Drogą Przyjaźni Polsko-Czeskiej, czyli czerwonym szlakiem prowadzącym grzbietem. Aż do schroniska Dom Śląski widoki były przepiękne, naprawdę zapierające dech w piersiach, choć przy lepszej widoczności mogłyby być jeszcze wspanialsze. Stamtąd przeszliśmy z powrotem przez granicę do Czech.

Górskie koryto potoku Rudný potok płynącego przez kamienie w głębokiej trawiastej dolinie.

Kamienista górska droga otoczona głazami i niskimi świerkami niknąca w gęstej białej mgle.

Kontynuowaliśmy marsz Kavinovą cestą, która jest niebieskim przerywanym szlakiem. Wybrałem ją, ponieważ po drodze można zobaczyć wodospady Rudnego potoka, a także miejsce, w którym w Czechach śnieg topnieje najpóźniej, czasem dopiero w lipcu! To musi być ciekawe uczucie – wszędzie ciepło, a tutaj wciąż resztki śniegu.

Szeroki widok na Obří důl ze stromymi zboczami, gdzie na zboczu Studniční hory najdłużej utrzymuje się pole śnieżne.

Droga w dół była piękna, ale przyznam szczerze, że kolana i nogi dawały już znać, że mają dość. Może dlatego wolę podchodzenie niż schodzenie, choć jedno i drugie ma w sobie coś wyjątkowego. To, co przyszło mi do głowy podczas schodzenia, to fakt, że Karkonosze sprawiają wrażenie bardziej monokultury świerkowej, w przeciwieństwie do Szumawy, która jest bardziej urozmaicona. Szumawa ma swoje stałe miejsce w moim sercu, ale Karkonosze zdecydowanie też je znalazły. Było cudownie. Po drodze otwierały się wspaniałe widoki na dolinę, aż w końcu dotarliśmy do kaplicy w Obřím dole. Ta część trasy prowadzi również przez miejsca, gdzie niegdyś kornik spowodował zniszczenie karkonoskiego lasu. Człowiek uświadamia sobie tutaj siłę natury, ale i jej kruchość. Od kaplicy kontynuowaliśmy marsz niebieskim szlakiem z powrotem do Pecu pod Sněžkou. Trasie towarzyszy rzeka Úpa, która w kilku miejscach jest ciekawie uregulowana kamiennymi zaporami. Mijacie tu również malownicze górskie chaty, wybiegi z owcami, a nawet lamami, co mnie zaskoczyło i rozbawiło jednocześnie. W końcu doszliśmy do dolnej stacji kolejki linowej, gdzie sprawdziliśmy też ceny – nie są tak straszne, jak się spodziewałem. Kiedyś na pewno spróbujemy wjechać kolejką, ale piesza wędrówka na Śnieżkę ma swój niepowtarzalny urok. Przeszliśmy się jeszcze przez Pec pod Sněžkou i zajrzeliśmy do zapory przy pętli Zelený i Modrý důl. Tam już nie poszliśmy, ale wyglądało to zachęcająco. Powoli wracaliśmy do domu parkingowego, gdzie zapłaciliśmy za postój i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Tablica informacyjna z cennikiem biletów na kolejkę linową Śnieżka z taryfami dla dorosłych, dzieci i wózków.

Podsumowanie i rekomendacje

Naprawdę polecam wędrówkę na Śnieżkę, to niezapomniane przeżycie. Wybranie dnia z dobrą widocznością nie zawsze da się zaplanować, ale nawet gdy pogoda nie do końca sprzyja, warto. Zdecydowanie unikajcie okresów takich jak wakacje letnie, święta i weekendy, kiedy bywa mnóstwo turystów. My poszliśmy w dzień powszedni i było idealnie – spokój, przestrzeń i swoboda. Jeśli będziecie chcieli ruszyć również od polskiej strony, weźcie pod uwagę, że obowiązuje tam opłata za wstęp do parku narodowego – 9 złotych za dzień lub 24 złote za trzy dni. Po czeskiej stronie wstęp jest bezpłatny, ale pamiętajcie, aby trzymać się oznakowanych szlaków i nie schodzić z nich – przyroda jest tam naprawdę wrażliwa. Cała wędrówka była dla mnie fantastycznym przeżyciem. Wierzę, że tu wrócę, może z lepszą widocznością i nowymi perspektywami. A wy – odwiedzicie też Śnieżkę? Ruszycie pieszo czy wjedziecie kolejką? Niezależnie od decyzji, życzę dużo sił i radości z ruchu.

Dziękuję, że doczytaliście do tego miejsca i mam nadzieję, że zmotywowałem was do wyjścia na zewnątrz i poznania naszej najbardziej znanej góry.

Widok przez zamarzniętą konstrukcję z warstwą krystalicznego lodu i szronu w stronę białej mgły.


Tutaj możecie nacieszyć oczy większą ilością zdjęć i krótkim reels bezpośrednio na moim Instagramie:

•  Reels na moim Instagramie
• Fotografie:  1↗ 2↗ 3


MOŻE CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESOWAĆ:


Podoba Ci się moja twórczość?
Obserwuj mnie na Instagramie po więcej wskazówek i inspiracji z natury.

Wszystkie zdjęcia i filmy zamieszczone na tej stronie oraz na moim profilu na Instagramie są moim dziełem autorskim. Jestem ich wyłącznym autorem. W przypadku zainteresowania ich wykorzystaniem, proszę o kontakt poprzez prywatną wiadomość na Instagramie. Cała zawartość została przygotowana iPhonem 16 Pro.
Zrobiono 2 października 2025 r.

Czytaj także:

Czytaj także:

Linki: